Relacja z zawodów „Proobronni 2017”

Dzień 1

Reprezentacja naszej szkoły w składzie zawodników „doświadczonych” wyruszyła na zawody Sportowo-Obronne „Proobronni 2017” organizowane przez Fundację Byłych Żołnierzy i Funkcjonariuszy Sił Specjalnych „SZTURMAN” środkiem transportu na Śląsku zwanym cugiem czyli pociągiem. Przyjazd do Lublińca odbył się bez większych komplikacji, a takowe pojawić się mogły ze względu na zapomnienie przez jednego z uczestników szkolnej legitymacji (kwestia rzeczy zapomnianych na ten wyjazd mogła by stanowić scenariusz dobrego filmu komediowego, ale o tym innym razem). Po przybyciu na miejsce odwiedzamy miejscowy salon fryzjerski, gdzie miłe pracownice rozwiązują kwestię uczesania co poniektórych członków naszej grupy (jedna z Pań zachwalała nawet wdzięki swojej córki, lecz nikt nie skusił się na tak podstępny, a wręcz nawet oczywisty wybieg konkurencji). W tajemniczy sposób ogarniamy transport „busikowy”, który za równowartość przydatnego, a wręcz nawet pożądanego przedmiotu dla kierowcy dostarcza nas na miejsce zbiórki. Kwestia ta może wydawać się śmieszna, ale najbliższy PKS jadący do naszego celu był… dzień później:). Po dotarciu na miejsce okazało się, iż mamy do dyspozycji jedynie jeden pokój prawie dwuosobowy, bądź też śpimy na „Sali”. Wybór był oczywisty i w ósemkę (wraz z opiekunem) zajęliśmy ten przybytek, który dostosowaliśmy do naszych potrzeb poprzez… wyrzucenie z niego wszystkich zbędnych mebli (mimo początkowych protestów obsługi ośrodka). Dzięki wrodzonej umiejętności kombinacji w krótkiej chwili „zorganizowaliśmy” sześć materaców zwanych lateksami, którymi pięknie wyposażyliśmy nasz pokój. Pierwszego dnia odprawa, losowanie numerów startowych, zmiany w regulaminie, objaśnienie trasy no i oczywiście pierwsze kontakty z innymi uczestnikami zawodów (niektórych znaliśmy wcześniej, więc gorące przywitania).

Dzień 2. Pobudka 4:20, szybkie pakowanie, toaleta, śniadanie, załadunek do podstawionego autobusu i przewiezienie na miejsce pierwszego etapu zawodów, składającego się z 12 konkurencji. Cała trasa dnia pierwszego liczyła około 11 km, aczkolwiek nie jej odległość lecz techniczna trudność była wyzwaniem. Należy przyznać, iż nasza drużyna poradziła sobie w niej dobrze, zwłaszcza ASG i liny, nieco słabiej granat i snajper, lecz uzyskany czas końcowy po pierwszym dniu zawodów plasował nas na 10 pozycji z ledwie kilkoma minutami straty do miejsca 4. Niestety wieczorem tego samego dnia jeden z naszych zawodników zaczął czuć się źle i nie mieliśmy możliwości wykorzystać zmiany taktycznej wprowadzającej rezerwę.  Wieczorem odprawa kapitanów wszystkich drużyn i po niej kolokwialnie w naszym kręgu podjęliśmy decyzję o tym, iż nie wycofujemy jednego z zawodników (w tym momencie zostalibyśmy wykluczeni z klasyfikacji generalnej i moglibyśmy uczestniczyć jedynie dla samej zabawy) i mimo choroby walczymy do końca.

Dzień 3. Pobudka nie wiadomo nawet o której, bo ledwo co zasnęliśmy, a już trzeba było wstawać (3 godziny snu? ) pakowanie, szybkie śniadanie i wyruszenie na miejsce startu. Trasa tego dnia liczyła prawie 25 km, na której znajdowało się 11 zadań o różnej tematyce i skali trudności. Początek w naszym wykonaniu wyśmienity. Na 4 „punkcie pomiaru czasu” wirtualnie wskakujemy na podium, wyprzedamy kilka drużyn, które startowały na trasę w odstępach 7 minutowych. Niestety z każdym kilometrem daje o sobie znać choroba jednego z nas, który tego dnia dał z siebie 110 %, a zadania typu marsz środkiem lodowatej rzeki na odcinku kilkuset metrów w cale nie ułatwiały „roboty”. Nie będziemy wypominać pewnym drużynom zachowań niehonorowych dlatego skupimy się na wyróżnieniu reprezentacji Zespołu Szkół w Bielsku-Białej im. gen. Stanisława Sosabowskiego, która przez znaczną część trasy towarzyszyła nam we „wspólnej” wędrówce, wspierała i pomagała. Po 6 godzinach marszu docieramy do mety zmęczeni. Czas słaby, ALE DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ,  a my walczyliśmy do końca. Przemoczeni, obolali, poranieni, ale szczęśliwi, że daliśmy radę. Bardzo szybka toaleta i obiad, na który wszyscy z utęsknieniem czekali. Wieczorem „wbijamy się” na sześćdziesiątkę jakiegoś Pana, który organizował ją w naszej „restauracji” i zaczynami się bawić. Gliwice – synonim dobrej zabawy – tak powtarzają uczestnicy zawodów, których zebrało się prawie trzystu. Nasz malutki pokój…. (ale o tym to każdy uczestnik powie sam jak będzie chciał). Pierwsza w nocy-ogłoszenie wyników- Szał radości, płacze, rozczarowania…, sprawdzamy wynik: 19 na 35 drużyn. Jest niedosyt, te kilka minut szybciej i było by chociaż 13 miejsce, każdy chwilkę analizuje gdzie można było urwać kilka sekund, no trudno… za rok zobaczą. Nasi przyjaciele drużyna z Bielska-Białej miejsce 20, ze stratą 5 minut do nas. Integracja trwa w najlepsze. W tym miejscu pozdrawiamy drużyny z Legnicy, Myślenic, Białegostoku, Ełku, Raciborza… Kapitalni z was ludzie i podziękowania za wszystkie zaproszenia, które od was otrzymaliśmy na zawody, odwiedziny i już nawet nie pamiętamy co… Zabawa trwa, a wcześnie rano pobudka, pociąg 9 rano ze stacji oddalonej od nas o 10 km. O godzinie 7 rano jako pierwsi zdajemy pokój wysprzątany i szykujemy się do odjazdu (kolejna noc praktycznie bez snu). Na  śniadaniu, a właściwie na samym jego końcu „mały wypadek” i źle rozłożony stół łamie się pod naszym ciężarem i gorąca herbata wylewa się na nas…, ale co to dla nas. Żyjemy. Dziewczyny z Sos… (nie napiszemy skąd bo trochę na Śląsku nie wypada)… ze łzami w oczach żegnają co niektórych naszych zawodników 😉 (bez szczegółów) i jakimś cudem ogarniętym transportem, który krzyczy „biorę tylko Gliwice” odpychając inne drużyny (Ile to tego naszego Pana kosztuje zdrowia…;) ) dostajemy się na stacje kolejową i tam z przesiadkami dojeżdżamy do domu. Po drodze pod nasz pociąg zaraz po wyruszeniu ze stacji Bytom wyskoczył „samobójca”, który chyba zdał sobie sprawę jakich oficjeli pociąg wiezie, a tak naprawdę tylko refleks maszynisty spowodował, że nie doszło do tragedii. Generalnie jak ktoś stwierdził u nas nie może być nudno.

Reasumując: … Zasada numer 3… (Wy wiecie, a jak nie wiecie to się dowiecie 😉 )

Skład ekipy: Damian, Mateusz, Dawid, Dominik, Mateusz, Radek, Dominik, i oczywiście leżący Szymon 🙂

wkrótce więcej zdjęć